2009-06-09 12:32:39 >> Za szczęśliwą opatrzność...
A.D. 2009
I znów jestem na lądzie,
wszędzie stałość, sucho i ciepło, nikt nie wyrywam mnie ze snu w środku nocy
wołając „Panie III” czas na wachtę [psią wachtę], nie usłyszę także alarmu do
żagli… ale jednak morza niedosyt chyba mam już we krwi. Cóż mogę powiedzieć
piękny rejs, wspaniali ludzie – prawdziwi ludzie morza, twardzi, ale za serce i
prawdę tą samą monetą odpłacający bez fałszu czy obłudy, którą tak często spotykamy
na tak zwany stałym lądzie [ale gdzie mu tam do stałości i prawdziwości
rozkołysanego pokładu]. Jacht eeech dzielny 40 stopowy Dąb, z niezwykła gracją
pokonywał fale, które czasem przysłaniały nam horyzont, porywisty wiatr dochodzący
do 40 węzłów, niosący ze sobą nierzadko grad tylko zachęcał go tańca na
grzbietach fal – nic mu nie przeszkodziłoby dotrzeć bezpiecznie do macierzystego
portu.
...Kiedy w plecach czuję wachty znój, skomentuj (0) |
|
|||||||