2009-06-09 12:32:39 >>

Za szczęśliwą opatrzność...



A.D. 2009

Dzień 09  czerwca.


tak właśnie, dziś wzniosę stary stalowy kubek, który dobrze mi służy przez wiele lat wypełniony brązowym rumem – za opatrzność, co wychodzących w morze szczęśliwie do portu sprowadza, niech nad ludźmi morza stale czuwa.

I znów jestem na lądzie, wszędzie stałość, sucho i ciepło, nikt nie wyrywam mnie ze snu w środku nocy wołając „Panie III” czas na wachtę [psią wachtę], nie usłyszę także alarmu do żagli… ale jednak morza niedosyt chyba mam już we krwi. Cóż mogę powiedzieć piękny rejs, wspaniali ludzie – prawdziwi ludzie morza, twardzi, ale za serce i prawdę tą samą monetą odpłacający bez fałszu czy obłudy, którą tak często spotykamy na tak zwany stałym lądzie [ale gdzie mu tam do stałości i prawdziwości rozkołysanego pokładu]. Jacht eeech dzielny 40 stopowy Dąb, z niezwykła gracją pokonywał fale, które czasem przysłaniały nam horyzont, porywisty wiatr dochodzący do 40 węzłów, niosący ze sobą nierzadko grad tylko zachęcał go tańca na grzbietach fal – nic mu nie przeszkodziłoby dotrzeć bezpiecznie do macierzystego portu.
A w porcie, w porcie przywitała mnie moja Gwiazda Poranna spełniając moją tęsknotę, co na morzu mi towarzyszyła – czy to nie dziwne, że człowiek w duszy nosi dwie tęsknoty za morzem będąc na lądzie i za bliskimi przemierzając wielki błękit… nie będę stopniował ich obie są równie silne a zarazem jakże odmienne a może nie… no nic nie ma, co się rozwodzić popadając w sentymentalną nutę, zatem na tym zakończę, lecz może powrócę do wspomnień i ubarwię je chwilami w kadrze uwiecznionym.

 

...Kiedy w plecach czuję wachty znój,
Kubek rumu wychylę do dna.
W oddali światła portu lśnią,
Tak jak oczy Colin Brown.

O powrót z losem w kości gram
Przez wiele groźnych mórz.
Na pokładzie wiatr uderzy w twarz,
Fala zmyje smutku kurz...




skomentuj (0)