2009-10-08 10:10:54 >> wiatr zmiany przyniósł...
A.D. 2009 Jesienny wiatr wzmaga przyjemne kołysanie pokładu śliskiego od kropli porannej wilgoci, słońce powoli wschodzi nad horyzontem przebijając mroki nocy, Ghost Ship zadowoleniem skrzypi leniwie - tak jesteśmy w macierzystym porcie, wszystko sklarowane portowo... Ech działo się w ostatnich kilku miesiącach a i zmiany zaszły wielkie a co najważniejsze to dobre zmiany... jak by na to nie patrzeć dobre;). No, ale po kolei odczego by tu zacząć hmm wiem, wiem Mroczny Ogniomistrz rzekłby:" zacznij od początku" [o nim też kilka słów będzie] a zatem... Początkiem wszystkiego było McButcher'owe, [w którym uczestniczyłem z wielką radością, co by nie powiedzieć radochą] knucie, planowanie sekretne spiskowanie, wszystko w największej tajemnicy a gdy już plany był gotowy to zaczęło się wyczekiwanie na odpowiedni moment, a co najgorsze żaden moment nie był odpowiednim. Ileż to razy wyprawialiśmy się w poszukiwaniu właściwego miejsca, sprawdzając godziny, w których to słońce odpowiednio cienie drzew rzuci, aby się zasadzka udała a przeciwnik niczego się nie spodziewając poddał się bez walki, co pozwoliłoby zminimalizować ryzyko ofiar do zera. Po wielu próbach, zmianach planów, miejsc i godzin udało się... wszystko zostało dograne, zaplanowane, co do minuty, dla pewności McButcher zakupił magiczny artefakt wzmacniający jego siłę, odwagę...;). Nastał w końcu długo wyczekiwany dzień McButcher prowadził niczego niespodziewającego się przeciwnika prosto w zasadzkę, której strzegłem wraz z Gwiazdą Poranną. Gdy się zbliżali dostrzegliśmy, iż przeciwnik wiedziony w pułapkę prowadzi posiłki niewielkie, ale jednak mogące być groźne, cóż na reakcję było za późno, jedyne, co mogliśmy zrobić to obserwować z zapartym tchem bieg wydarzeń. To, co ujrzeliśmy nie da się opisać ni to prozą ni to wierszem, nagle spostrzegliśmy McButcher’a klęczącego, nad nim stali przeciwnicy... w ostatniej chwili nasz bohater wyją z ukrycia artefakt, ruchem szybszym niż myśl umieścił go na palcu przeciwnika… i stało się, czas zwolnił bieg… a Panna Panaceum powiedziała TAK. Wszystko skończyło się pełnym sukcesem a co było dalej to już inna historia ;).
No tak miało być
także o Mrocznym Ogniomistrzu, już, już opowiadam. Były piękny słoneczny dzień,
lekka bryza od morza sprawiała, iż nawet mocno grzejące słońce nie było
dokuczliwe, siedziałem na galeryjce rufowej Ghost Ship’a rozkoszując się
kołysaniem pokładu, złocistym płynem w szklaneczce o lekkim torfowym aromacie…
nagle na trapie pojawił się On Mroczny Ogniomistrz, z miną jeszcze bardziej
mroczną i nie przeniknioną niż zawsze... [w sumie mogłem się tego spodziewać,
ale...] bez słowa powitania rzekł „zdecydowałem się, podjąłem decyzję
ostateczną, nic mnie nie powstrzyma zrobię to”. Krew mi w żyłach zmroziło,
domyślałem się, co ma zamiar zrobić, a jego determinacja nie pozwoliła mi
zaprotestować jedyne, co mogłem uczynić, to towarzyszyć staremu przyjacielowi w drodze
ku przeznaczeniu. Umówiliśmy się na dzień następny by ekwipunek na wyprawę
zakupić. Najpierw udaliśmy się do kowala, który to wykuwał z przeróżnych metali
broń wszelaką, amulety, kajdany, obroże i inne narzędzia tortur, nabyliśmy,
co trzeba i ruszyliśmy dalej. U zielarza byliśmy wczesnym rankiem dnia, w
którym MO miał się spotkać z przeznaczeniem [zioła musiały być jak najświeższe,
zerwane przy blasku księżyca by moc mieć najsilniejsza, co dawało minimalną
szansę przeżycia MO, ale zawsze to jakaś szansa...], mieliśmy już wszystko, w milczeniu
powoli wracaliśmy na pokład Ghost Ship’a. Po dotarciu na fregatę, nieszczęśnik odział się w
galowy mundur z wypolerowanymi epoletami, w wyglancowanych oficerka odbijały
się promienie słońca [piękny to był dzień by spojrzeć w oczy przeznaczeniu],
ruszył bez słowa… Kilka godzin z drżeniem oczekiwałem wieści od /lub o
przyjacielu, powoli traciłem wszelką nadzieję… i nagle nad klifem gdzie stała jedna z
baterii MO rozległ się głuchy pomruk salwy ze wszystkich rur.... był to salut na wiwat! Zatem stało się, chwilę później przybył posłaniec od MO, z wieścią,
iż Księżna Von Vohna przyjęła awanse i podobnie jak McB, MO usłyszał TAK.
Jest jeszcze jedna zmiana dla mnie najważniejsza i najdroższa, ale o tym opowiem następnym razem… eech będzie się działo na pokładzie Ghost Ship’a oj będzie!!!;) skomentuj (0) |
|
|||||||